Posty

Wyświetlam posty z etykietą Socjologiczne filozofowanie

Blogerki- jesteście wspaniałe!

Obraz
Pomyślałam sobie, ze jeszcze coś napiszę w ostatnim dniu wakacji. Bo ja od zawsze mam wakacje, a nie jakieś urlopy i rok zaczyna się dla mnie 1 września. Nauczycielki tak mają, chociaż dla urzędów państwowych nie jestem nauczycielką, tylko " działalnością gospodarczą". Z tego też powodu nie mogę rozpocząć nowego życia, bo muszę ciągle wracać do swojego miasta rodzinnego, chociaż firmę od paru lat i tak prowadzi ze mną córka. Ale, zawsze jakieś ale... Wspomnienie wakacyjne.Upał na Wełtawie.  Praga od Gajówki niecałe 100km. W te dni obchodzi się rocznicę porozumień sierpniowych, a ja w TAMTE dni byłam w Indiach i Nepalu, i los kraju niewiele mnie interesował, bo nie wierzyłam w jakiekolwiek zmiany.Pamiętam jak w 1982r. oglądaliśmy w szkole pogrzeb Breżniewa i pomimo ponurej nocy po stanie wojennym, wtedy uwierzyłam, że system, wtedy tak się nawet nie mówiło, może przejść powoli na inne tory. I bardzo dobrze, że tak się dokonało, bo moje życie kiedyś nabrało wielkiego p...

USA "vanity" registration plates.TOS-ser ?, I disagree.

Obraz
Indywidualność i szalony, niekonwencjonalny lifestyle Amerykanów przejawia się  w obrębie  różnych przymiotów. Są niepowtarzalni, z wady robią zaletę, wykonują tysiące niepraktycznych, albo ułatwiających rzeczy, aby życie wydawało się piękniejsze i osiągnęło jakiś  indywidualny wymiar. Moje wizyty w US nazywam  " bliższe spotkania trzeciego stopnia", bo wszystko, co tam przeżyłam było zadziwiające, absolutely. Przewodnikiem był wyjątkowy Amerykanin, nie martwiły mnie nigdy przyziemne sprawy, enjoy it było jego hasłem. My  Polacy w ogólności tacy jesteśmy poważni bez dystansu do historii i siebie. Świetnie to parodiowal i ośmieszał  Gombrowicz. Pamiętam, gdy go czytałam w latach wczesnej młodosci, jakieś strasznie zniszczone wydanie Ferdydurke, nie rozumiałam tej ironii, i "co autor miał na mysli"  Sama bardzo walczę ze swoją przeszłością, tak za wszystko mszczę się na Kimie, bo te biedne  lata 80-te, które za dobrze źle pamiętam, nie ułatwiają m...

Rocznica.

Obraz
Rok temu zaczęłam pisać tego bloga. Najpierw więcej postów zamieszczałam  na onecie, a potem stwierdziłam, że blogspot jest bardziej przejrzysty, komentatorzy nie są anonimowi, na ich blogu widzę ich twarze w otoczeniu rodziny np., czytam ich przemyślenia, a  najbardziej  ze względów technicznych spodobało mi się zamieszczanie zdjęć i wirtualne spotkania z ciekawymi ludźmi. Merostwo przygotowane do 14 Lipca. Moje oczekiwania sprzed roku to poznanie kobiet w podobnej sytuacji do mojej, czyli polskich expatów we Francji w związkach z obcokrajowcami, reprezentujących wiek chyba już pobalzakowski :)) Dawno po trzydziestce. Chciałam się też przyjrzeć sobie, zastanowić się nad moim nowym życiem i przemyśleć różne sprawy.  Chciałam też, żeby polska i zagraniczna rodzina wiedziała na bieżąco, co u nas słychać i znajomi również mogli poczytać relacje. To oszczędzało mi pisania dużej ilości listów. Z naszą sąsiadką Ronwyn, Amerykanką kanadyjskiego pochodzenia, która m...

Yesterday when I was young

Obraz
Partly cloudy 17°c (63°f) Jak wstałam, to się ucieszyłam, bo planowałam dzisiaj podjechać rowerkiem do La Redorte na kolejny wide greniere.Świeciło słońce , a na parapecie widziałam 18 stopni. Umówiłam się z paroma paniami na zakup książek, stylowych zasłon i takich różnych domowych drobiazgów na pamiątki dla moich polskich znajomych. A za pól godziny zaczęło padać znowu. Podjedziemy potem samochodem, może. Całą noc padało, słyszałam takie mocne dźwięki uderzania kropli  o dach . Jak przyjemnie było przewracać się na drugi bok, kiedy dzwony kościoła już biły 8 razy. Wczoraj siedziałam długo w nocy i czytałam różne blogi, tyle myśli przelatywało mi przez głowę. A najbardziej związanych z upływem czasu. Ja z uporem maniaka  wszystko upycham gdzieś głęboko w "zaświadomość", jak to nazywam.Żal mi minionych lat jednak, właściwie najbardziej mi żal, że pewnych rzeczy, zarezerwowanych dla młodych ludzi, nie wypada mi już robić. Jakby kt...

Zabawy słowne wg Umberto Eco.

Obraz
 A propos wizyty z mojego rodzinnego miasta. Języki, podróże, miłość- ile kosztowała moja książka wg Umberto Eco. Czytam namiętnie felietony Umberto Eco, są przezabawne i bardzo rozintelektualizowane. Uwielbiam je. Ostatnio  zaintrygował mnie felieton pt Zarys krytyki kwantytatywnej, gdzie autor zastanawia się nad pewnym ważnym aspektem, mianowicie nad endosocjoekonomią tekstu powieściowego. Co to znaczy? Przy każdej powieści można przeprowadzić  kalkulacje kosztów własnych poniesionych przez autora przy przeżywaniu doświadczenia, o którym opowiada. Na przykład” Komu bije dzwon” Hemingwaya kosztowało niewiele; przekradanie się do Hiszpanii w wagonie towarowym, wikt i opierunek na koszt republiki, dziewczyna w śpiworze, odpada więc cena za hotel. Znikome koszty przy” Robinson Cruzoe” Daniela Defoe, ot, bilet na statek, a potem na wyspie wykorzystuje się materiały z odzysku.  Natomiast „Czarodziejska Góra” Tomasza Manna to nie żarty, opłata sanatoryjna, futro ...

Mass migration- nowy obraz świata.

Obraz
  A propos  rocznicy 11 września rozmawialiśmy w towarzystwie o emigracji , językach, podróżach  i stosunku do ludzi kolorowych. Podróżowanie lub zamieszkanie za granicą to kilka wymiarów życia i to wcale nie jest banalna myśl. Tylko ignorancja niektórych turystów oraz emigrantów  przeszkadza im w zrozumieniu wielokulturowości świata. Mass migration sprzyja nowym horyzontom myślenia, włączamy się szeroko do globalnej wioski współczesnego świata. Adaptujemy nowy sposób komunikacji, a swoje CV i portfolio możemy przesłać na cały wirtualny świat. Tak zwaną fokusową grupą jeszcze świeżych odbiorców komputerów są nadal ludzie po 50-tce. Na podstawowym kursie języka angielskiego uczymy się przedstawiać i jedno z pytań brzmi: What’s your e-mail address? Jeszcze 2-3 lata temu ludzie unikali tego pytania, bo po prostu nie mieli swojego „account”, teraz „people change in a very fundamental way, it’s the matter of time and money”. Może jeszcze dla niektórych lud...

Refleksje nad Kanałem du Midi

Obraz
                 Ale dzisiaj było goraco!  Kim profilaktycznie został  dluzej w lozku w dobrze klimatyzowanej  sypialni. To chłodzenie i jego odgłosy sa glownym powodem do klotni miedzy nami.      Wybralam się o 10. na rower. Najpierw pojechałam do Olonzac wyplacic jakies pieniądze, bo tu tzw distributer, czy cos podobnego, to nie sa w powszechnym uzyciu jak w USA np. Pomyslalm sobie, pojezdze wzdłuż Kanalu, tam jest cien i prosta droga.  Tak do 12 było przyjemnie, a potem zrobilo się nie do zniesienia, za Argens przy sluzie zjadłam lekki  lunch i polozylam się na trawie w cieniu pod dużym drzewem. I tak sobie myslalam o roznych rzeczach. Port de Argens Tutaj , gdy się spotykamy z roznymi ludzmi, to oni w ogole nie rozmawiają o swoich dzieciach, co u nas jest glownym tematem rozmow. U nas to wynika z tego, ze chcemy siebie przedstawic jako dobrych rodz...

Filozofowanie w Pepieux

Obraz
      Dzisiaj rano, wlasciwie bylo juz poludnie, jak wstalismy, uslyszalam, ze wszyscy byli zaszokowani moim zachowaniem na spotkaniu z naszymi sasiadami Anglikami. Przypomniala mi sie scena z filmu "Pozegnania". jak lokaj hrabiego Pawla powiedzial o zonie jego kuzyna Lidce, bylej fordanserce "hrabina pokazala swoja klase". A co takiego sie stalo? Na deser gospodyni podala bardzo dobre ciasto, takie nasaczone alkoholem. Chcialam jej zrobic przyjemnosc i powiedzialam cos o wylizywaniu talerza, ze niby mamy takie powiedzenie po polsku, jak nam cos smakuje. Slowo "licking" skojarzylam z pewnymi milymi czynnosciami seksualnymi, dodalam tez " sucking" i wydawalo mi sie, ze jestem taka zabawna. Pamietam, ze wysnulam taka swoja teorie, ze gdy mowie w obcym jezyku, to jakbym uczestniczyla w filmie i mowienie pewnych slow bardzo latwo mi przychodzi, bo to nie jest dla mnie realny swiat, tylko takie udawanie . To byla pora deseru i wszyscy byli po wielu...