Andaluzja i inne krainy w marzeniach.
Wspominałam Urszuli, że kiedyś pisałam jakieś opowiadanie o Andaluzji. Znalazłam moje dawne felietony drukowane przed laty w lokalnej prasie. Przez kilka lat zajmowałam się przedrukiem ciekawych artykułów codziennej gazety angielskiego miasta bliźniaczego oraz pisania takich różnych refleksji na temat podróży.
Współczesne wędrówki europejskich Robinsonów to eleganckie hotele, monumentalne zabytki i zachwyt nad pogodą jak z folderu agencji turystycznej. A
moja podróż to sny marzenia i fascynacja, a może obsesja. To wspomnienie zakurzonych
w pamięci oświadczyn w Sidi Ferrouche, i wycieczka z uroczym cicerone Premem w Benares
nad wodami Świętego Gangesu, to oczarowanie Bałkanami i zapach luksusu na
Canada Square. To również wiersz panny Kossakówny:
Nie po to chcę jechać do Japonii /Chin/ by podziwiać piękne świątynie, wieżę jakąś Ming czy Tsing czy pejzaż w kaolinie.
Bo dopóki serce mam młode bez kurzych łapek na skroni marzyć o tym lub owym nikt mi nie zabroni.
Chcę jechać do japońskiej miłości, chcę jechać do japońskiej wiśni, najpełniej tam i najprościej japoński sen mi się wyśni.- autorka pisala o Chinach
Chcę też jechać do średniowiecznej Andaluzji, do miast pełnych wybitnych dzieł architektonicznych oraz wesołych knajpek i tancbudek. Pogoda bankowa, słońce zawsze świeci chodzisz boso i prawie goło, a plaża po horyzont. Może jakiś Abd ar-Rachmann III zrobi dla mnie coś niezwykłego, mogę zostać jego kolejną faworytą. Wykąpiemy się razem w Baño del Nogal w ogrodach Generalite. Na ścianach Alhambry poczytamy poezję Ibn Zamraka. A potem zanim Ferdynand III Kastylijski dokona kresu świetności naszej randki dostanę niezwykłe kurdybany w Złotej Wieży Alkazar. W Patio de los Naranjos dzwonnica la Giralda wybije kres naszej miłości.
Uwielbiam to moje zdjecie sprzed lat.💓
Chciałam wybrać jakiś ekstrakt Grenady, Sewilli i Kordoby. Coś co przypomina mi moją plaisanterie, nie dlatego, aby było mi żal tamtych lat, nie lubią być nadmiernie sentymentalna, ale coś, co przypomni mi, że byłam młoda i szalona.
Uwielbiam ten stan ducha, taką niecierpliwość, zachłanność życia, taką chęć
na wszystko. I dlatego teraz też chcę jechać do Andaluzji, Włoch i Nepalu. Ale
na pewno nie do Ameryki Południowej, Bliskiego Wschodu czy Afryki. Boję się
niebezpieczeństw.
Kocham sztukę i wytwory ludzkiego umysłu, a przyroda mnie przeraża. Jestem
potomkiem urbanizacyjnych poglądów Arystotelesa, to mój świadomy udział w
procesie historycznym. Kocham mistyczne pełne wzruszeń, stare ciepłe miasta,
gdzie ludzkie zdolności przez wieki kształtowały ich urodę.
Wędrowałam kiedyś nabożnie przez Kasbę w Algierze, Patan koło Katmandu,
Agrę w Indiach czy Stradford i York w Anglii. Przez wąskie, zakręcone spiralnie w ciemność uliczki wchodziłam na zaciszne patia,
podwórka z fontannami, jubilerskimi ławeczkami. Mijałam sklepiki pełne
skrzących się cudów, małe knajpki i świątynie. Te budowle
architektoniczne, perełki, cudeńka widziały wszystko. Zamknięte w
majestatycznym bezruchu obserwują pobłażliwie turystyczne targowisko próżności,
które jest nikłą kroplą wielkiej historii zakodowanej w wąskich uliczkach tych
niezwykłych miast.
Tak pisałam już 23 lata temu, z czegoś tu korzystałam, bo to słownictwo takie wyrafinowane👍👏. Czuję nadal podobnie. 😀
A obecnie na Dolnym Śląsku zawsze myślę o tym, jak czuli się ci wszyscy
wypędzeni. Nie mam bynajmniej współczucia do Niemców, ale do Polaków, którzy
też zostali wypędzeni ze swoich domów w innych rejonach i musieli przyjechac na ziemie wroga.



Komentarze
Prześlij komentarz