Gajówka.

Gajówka.
Gajówka. Widok z naszej sypialni w maju.

O mnie

Moje zdjęcie
Witam u siebie. Lubię pisać o życiu, podróżach i trochę o przemijaniu.

niedziela, 24 lutego 2013

Świętokrzyskie-Milwaukee- Francja-Gajówka i co dalej...



Ostatnie dwa tygodnie upłynęły mi na spotkaniach towarzyskich  i wielorakich wizytach u ludzi  lub w lokalach , moimi znajomymi, rodziną,  klientami  reprezentującymi  odmienne od siebie poglądy na życie. Jednakże parę  ideałów , walorów i cech  były  wszystkim wspólne, umiłowanie  wartości rodzinnych, wychowanie w kraju katolicko-komunistycznym i post-, takie połączenie jest sensacyjnym ewenementem dla mojego Kima, szacunek dla wykształcenia, przywiązanie do life-time job, najchętniej  na państwowej posadzie, niechęć  do radykalnych zmian, np. zmiana miejsca zamieszkania, rozwodu.
Wrócę do tych rozważań dalej.
jesień w Gajówce koło Rębiszowa i Mirska, nasi sąsiedzi koło przystanku.

Tydzień temu, gdy napisałam długi post, który skasowałam przypadkiem skupiłam się na swoim pierwszym kontakcie ze  sztuką, wycieczkach i  rodzinnych wyjazdach, które w dzieciństwie i młodości wywarły tak silny wpływ na moją wyobraźnię. Były to odwiedziny na  Górnym  i Dolnym Śląsku,
Co widzimy z okna naszego nowego domu.
 zielonogórskim i w pasie granicznym tych ziem, w dawnym NRD i Czechosłowacji. Czy ktoś , oprócz studiujących filologię polską i mieszkających  w zachodniej Polsce, słyszał o Dolnołużyczanach, ich ciekawych zwyczajach i języku? Plemię słowiańskie na terenach germańskich, to dopiero osobliwy przypadek. Pamiętają niektórzy, gdy na początku lat 70. poczuliśmy odrobinę wolności , bo na pieczątkę w dowodzie mogliśmy jechać do NRD i CSRS? Zagranica dla mnie, wówczas około 10-12-letniej dziewczynki  jawiła się  doświadczeniem wręcz niezwykłym, tajemniczym, „ezoterycznym i fantasmagorycznym”- moje ulubione słówko z okresu późniejszego  dojrzewania. W  Cottbus   byłam w prawdziwej eleganckiej restauracji  i z rodzicami ,i bratem robiliśmy  zakupy , które nie były tylko jakimiś szarymi  towarami, ale wielką rozpustą w tamtych czasach, np. prawdziwe mazaki, notesiki w  grawerowanych, jedwabnych okładkach / mam je do tej pory/, dla Mamy kremplinę, dla ojca koszule non-iron, a dla brata autentyczne wydania zagranicznych książek, poezję rosyjską i niemiecką. W zakupowych torbach znalazło się też wytworne produkty spożywcze, pamiętam pokrajaną w plasterki szynkę i małe paróweczki, nawet nie słodycze. Na studiach już dostawałam takie paróweczki w paczkach z USA ! Marzyło się o parówkach…ale również o czymś niezwykłym,  teatrze, operze, reprodukcjach, pocztówkach, które zachwycały i frapowały swoim pięknem.  Brat kochał poezję, ja też.  Ja pomniu cziudnoje mgnowienie…
I jak się mają moje doświadczenia,  skromnego dziecka z prowincjonalnego, robotniczo-chłopskiego miasta, rozbudowanego dla potrzeb huty , gdzie  nie było typowej inteligencji, jakieś szczątki, która przetrwała po wojnie, gdzie ruch robotniczy też nie miał tradycji, a władzę sprawowała demokracja ludowa, gdzie mieszkało się w szarych warowniach, w  blokach z malutkimi mieszkaniami, jak w klatce, dosłownie i w przenośni. Nawet modne było mieszkanie w blokach i rodzajem uprzywilejowania, bo nie wszystkie domy  prywatne miały  wtedy kanalizację!  Napomknę, że wspominam lata 60. i wczesne 70.
Jak porównać moje dzieciństwo i młodość do mojego obecnego męża, wychowanego w zamożnej rodzinie amerykańskiego fabrykanta/ brzmi jak co najmniej słówko z Ziemi obiecanej/,
Na górze po lewej Mama Kima- Maud- jako panienka, w klubie tenisowym, obok jako niemowlę ze swoją babcią, poniżej zdjęcie ślubne z 1939r. i z wycieczki  na narty do początkującego Aspen w Colorado.

Zdjęcie z lat 50., od lewej mama Kima i ojciec, następnie jego stryjowie z żonami. Ten po prawej- TB był więźniem Stalag Luft III w, lotnik zestrzelony w Libii.Obecnie ma 92 lata, mama Kima 98, pozostali nie żyją.
 gdzie pradziadek był senatorem, mama studiowała sztukę na włoskich uniwersytetach, a ojciec nauki techniczne w szkołach Nowej Anglii, stryjkowie mieli firmy na Wall Street, a  piękne ciocie zajmowały się działalnością charytatywną.
Ulubiony wujek Kima,oprócz tych na gorze, tym razem ze strony mamy. Dla mnie , jak młody Hemingway.

 Kim był dzieckiem adoptowanym, gdyby poszedł śladem swoich  przybranych Rodziców, wujków i kuzynów, z pewnością nasze ścieżki nigdy  by się nie zeszły. Tamte światy jego amerykańskiej rodziny, to jak dwie różne planety ze mną. Kim wybrał drogę wiecznego outsidera, najpierw  zbuntowanego hippisa przemierzającego stany, jakżeby inaczej, na Harley`u/ pochodził w końcu z Milwaukee/, potem włóczył się po całym świecie na statkach, rozbijał się jaguarami  i  marnotrawi ł życie  na upijaniu się w knajpach, aż wreszcie z małymi oszczędnościami osiadł sobie we Francji. I wtedy nasz status społeczny  i oczekiwania jakoś się ze sobą zetknęły. Bo jemu już pracować się nie chce, a ja chętnie wypełniam jego fantazje o wygodnym życiu, czyli niepracowanie, duży domi  ogród, duży telewizor, smaczne posiłki i  miła kobieta, a on wypełnia moje ambicje, dla mnie to jakieś działanie, nauka języków obcych i słowne nimi  inkrustacje mowy własnej, podróże, niech będzie, że i dom, i ogród.  I tak się teraz uzupełniamy. Ja jestem pokoleniem blokowym i mi nie przeszkadza mała powierzchnia i sąsiedzi, a on tego NIENAWIDZI.
I teraz wrócę do myśli z początku postu,  sama nie wiem dlaczego, ale od wczesnej młodości  drażniła nudność  zwyczajnego życia, taka codzienność, która  panowała niepodzielnie naszym umysłem, taka mrówcza troska i zapobiegliwość i te ważne wartości dla innych zdawały się dla mnie, jak dla Wyspiańskiego   „ tak by nam się serce śmiało do ogromnych wielkich rzeczy, a tu pospolitość skrzeczy”. A Kim reprezentuje zupełną odwrotność polskich ideałów w każdym aspekcie. I dlatego tak mimowolnie deprecjonuje w swoich wypowiedziach nasze drogocenne walory. Pamięta o trudnej dla nas  historii, ale nie może zrozumieć naszej akceptacji bylejakości , kiepskich manier i braku otwartości na świat. Ma spojrzenie z pozycji mojego miasta, może ja przesadzam, ale nadal w ogólności wydajemy się bardzo prowincjonalni.

A teraz, kiedy już trochę się uspokoiłam w tym swoim nienasyceniu i dążeniu do rzeczy wielkich, to w końcu doceniam to całe moje życie w Polsce,bo tutaj miałam bardzo dobrą bazę, nawet moje indoktrynacyjne postsowieckie wychowanie, ale liceum ze  100-letnią tradycją, ten mój szary blok, sentymentalne polskie niedopracowane filmy, katolicyzm obecny w naszym życiu, zawodzenia kościelne, chociaż ja sama nie byłam wychowana w tym duchu, ale jest to obecne w naszej literaturze, nasza biedna prowincjonalność i konserwatywność, nasze kieleckie i rzeszowskie. Pamiętam, jak pijani poeci zawsze to wspominali, jesteśmy zanurzeni  po uszy w naszej historii i umęczonej duszy,/ nawet mi się rymuje/  i straszliwie mnie drażni  narzekanie Kima na wszystko w Polsce. Coś mi się odmieniło w myśleniu, chyba jemu  na przekór, ponadto to najlepsza oznaka przybywania lat :)) Teraz słucham w TV Kultura w programie Hala odlotów, dyskusji o polskiej architekturze, bronią blokowiska jako symbolu, można  zabudować  te miejsca siedliskami w stylu wiejskim, wkomponować domy kultury, biblioteki i ogódki niby-jordanowskie, wyśmiewają dworki i słusznie, bo co to za dworki, jak szereg ich stoi? Tęsknią za szarą płytką po gargamelowych domach prywatnych, a najlepszy jest snieg, bo ujednolica przestrzeń publiczną. Trochę nabroiliśmy we wczesnym kapitalizmie tą brzydotą budowlaną, tym przesadnym bogactwem  rezydencji prywatnych- stwierdzili.

Nasz nowy dom poniemiecki przynajmniej doskonale pasuje do rejonów, gdzie się znajduje. 
Architektonicznie i geograficznie  rejony Dolnego Slaska są piękne. Parę zdjęć poniżej, domy naszych najbliższych sąsiadów, są Polacy, ale tez  Austriak z żoną Polką, Niemka z uroczym B&B, Holender utracjusz i paru innych oryginałów.



Miałam napisać, co tak bardzo Kima drażni, ale już mi się nie chce. Najbardziej to drogi i kierowcy i że ludzie się nie uśmiechają, chodzą zombie po ulicach, i że wszędzie są płoty i psy szczekające,ochrona w sklepach, jakby sami złodzieje dookoła. Uwielbia polskie jedzenie, jak wszyscy obcokrajowcy, tzn. on docenia ceny tych naszych dań w restauracjach, szczególnie lubi sznycle  i placki po węgiersku. Kim sam jest doskonałym  kucharzem, jego specjalność to kuchnia meksykańska i hinduska, piecze  też smakowite indyki, gęsi i kaczki. Za tydzień ma urodziny to będzie kulinarna uczta w jego wydaniu, nawet tort upiecze. A ja zasiądę do stołu , jak codziennie, niczym niezmęczona, chyba myśleniem, jak dobrze wyglądać:)
Kotek dla Kima.



piątek, 22 lutego 2013

zlosliwosc przedmiotow martwych.

Przed domem.
Napisałam taki długi  post o tym, co sie teraz u mnie dzieje, zamiescilam duzo nowych zdjęc, nawet wyslalam linki do znajomych. Chcialam cos poprawić i skasowalam wszystko:(( Jak mi szkoda, bo nie wiem, kiedy znowu się zbiorę, zeszlo mi chyba z dwie godziny, albo wiecej, szczegolnie przy wybieraniu zdjec. A Kim mi zawsze mowi, zebym pisala w wordzie chociaz. No nieeee.
Pozdrawiam. Chociaz  zdjecia zimowe zamieszcze o czym to było, o naszym nowym życiu na Dolnym Śląsku i Kima postrzeganiu Polski, a właściwie mojego miasta, co było bardzo zabawne.
Dom zasypany, ale nowe okna juz są i kominek się pali, TV też sie oglada w długie wieczory. A samochód, nie ma napedu na cztery koła i jeździ po odsniezonych szlakach, az dziwne.